Pokaż wszystkie wpisy

Niesamowite postacie sportowego Wrocławia – cz. 7 Kazimierz Paździor

Niesamowite postacie sportowego Wrocławia – cz. 7 Kazimierz Paździor

Kazimierz Paździor

 

Mówili o nim „Filozof ringu”. Początkowo niezbyt przypadł mu do gustu ten przydomek. – „Dopiero gdy zacząłem studiować, zrozumiałem do końca jego sens, zaczął odpowiadać mi” – mówił. Dawał konkurentom szkołę boksu – można go w zasadzie nazwać polskim Floydem Mayweather-em. Nie wchodził w wymiany z przeciwnikami, celnie kontrował, ogłupiał rywali wyrafinowanym stylem walki. W życiu prywatnym był „nie do skopiowania”. Taki właśnie był Kazimierz Paździor, mistrz olimpijski w wadze lekkiej (Rzym, 1960r).

 

Trudny start

Kazimierz Paździor miał sześcioro rodzeństwa. Po śmierci ojca w obozie w Buchenwaldzie, chcąc finansowo wesprzeć matkę, rozpoczął pracę w Zakładach Metalowych im. gen. Waltera w Radomiu. W przyzakładowym klubie „Broń Radom”, jego pierwszy trener Henryk Kozioł, wprowadził go w arkana boksu. Już na pierwszym treningu nakazał Kazimierzowi włożyć rękawice i zmierzyć się z drugim chłopcem, jak się później okazało – własnym synem. Młody Paździor dostał niezłe baty od przeciwnika, ale nie odpuścił. Następnego dnia znowu pojawił się na treningu.

“Gdybym nie poszedł, oznaczałoby to, że się poddaję, że przegrałem. Byłem zawzięty, uparty, to prawda, były to moje wrodzone cechy, ale pierwsze zetknięcie ze sportem było doskonałą lekcją w tym sensie, że zrozumiałem, co to znaczy przegrać i co to znaczy zwyciężyć” – wspomina po latach Paździor.

Paździor przez wiele lat z łatwością i powodzeniem łączył pracę z nauką i treningami.

Kazimierz Paździor garda

Źródło: fakt.pl

 

Kariera pięściarza

Przyszły medalista olimpijski swój debiut zaliczył szybciej niż się tego spodziewał. Podczas jednego z meczów klubu „Broń” zabrakło zawodnika wagi muszej. Na wolne miejsce wskoczył Paździor. Po starciu, styl walki zaledwie 16-letniego wtedy Kazimierza, został oceniony jako „inny”, a przez niektórych wręcz „brzydki”. Ostateczny cel został jednak osiągnięty Kazimierz Paździor – wygrał walkę.

Młody sportowiec boksował jako zawodnik wagi lekkiej. Początki kariery pięściarza z Radomia, mimo że mało efektowne, pozwoliły mu rozwinąć skrzydła na światowych arenach. Przełomowym momentem w karierze było powołanie do wojska w Lublinie. Tam wykorzystał szansę i dołączył do sekcji bokserskiej CWKS Legia.  

W 1957 roku wystawiono go do reprezentacji Polski podczas meczu z RFN. Nie zmarnował szansy i odniósł pierwszy, życiowy sukces. Wygrał dwie walki z dużo bardziej doświadczonymi i utytułowanymi zawodnikami. W drodze do zwycięstwa nie przeszkodziły mu nawet bolesne czyraki na plecach, które skrzętnie ukrywał nie chcąc stracić miejsca w reprezentacji.  Jeszcze w tym samym roku w Pradze wygrał Mistrzostwa Europy. Okrzyknięto go wtedy „znakomitym bokserem, mistrzem defensywy i kontry, sportowcem o stalowych nerwach”. Ta zwycięska walka rozpoczęła jego międzynarodową karierę.

W 1958 r. Kazimierz Paździor po raz pierwszy został mistrzem Polski. Na następne zawody jechał już jako faworyt. Niestety, tym razem szybko uległ rywalowi. Możliwe, że na porażkę miało wpływ zmęczenie, które odczuwał tego dnia, a także osobista tragedia do jakiej doszło kilka dni przed walką. Z powodu konfliktu serologicznego zmarło jego pierwsze, upragnione dziecko. Następny rok przyniósł mu już zwycięstwo i po raz drugi mistrzostwo Polski w wadze lekkiej.

W tym samym 1960 roku Paździor, mimo poważnej kontuzji nogi odniesionej podczas przygotowań, osiągnął szczyty kariery sportowej – zdobywając złoto na olimpiadzie w Rzymie. Był to wtedy jedyny polski złoty medal olimpijski w boksie, a w finale walczyło przecież aż czterech naszych reprezentantów. Paździor wygrał zdecydowanie z trzema pierwszymi rywalami. W półfinale zmierzył się z najbardziej wymagającym przeciwnikiem – Brytyjczykiem Richardem McTaggartem, mistrzem olimpijskim sprzed czterech lat. Pokonał go 3:2. W finale, mimo gorącego dopingu publiczności, wypunktował 4:1 Włocha Sandro Lopopolo. Gdy na jego piersiach zawisło olimpijskie złoto, miał zaledwie 25 lat.

Kazimierz Paździor na Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie

Źródło: fakt.pl

 

Sukces Kazimierza Paździora stał się także największym osiągnięciem w całej historii radomskiego sportu. Za swoje sportowe wyczyny został honorowym obywatelem tego miasta. W dzień urodzin otrzymał list gratulacyjny, w którym prezydent Radomia napisał:
“Zawsze będziemy wdzięczni, że swoimi imponującymi osiągnięciami sportowymi rozsławił Pan imię naszego miasta. Jesteśmy dumni z Pańskich wygranych walk i Pańskiego złotego medalu olimpijskiego w Rzymie. Pozostaje Pan najlepszym i najwybitniejszym sportowcem Ziemi Radomskiej XX wieku.”

Rok po olimpiadzie, w wieku 26 lat polski pięściarz wycofał się z ringu.
“Dużą sztuką jest stanąć na podium dla zwycięzców, ale jeszcze większą poznać godzinę, w której z własne woli trzeba z niego zejść” – odpowiadał ludziom, którzy nie mogli się pogodzić z jego decyzją. “Pracowałem, miałem rodzinę, chciałem rozpocząć studia. Nie chciałem korzystać z przywilejów, iść na skróty, na łatwiznę, zaciągać zobowiązania” – wyjaśniał.

Dla wielu kibiców jego nagłe odejście było zupełnie niezrozumiałe. Niektórzy wypowiedzieli mu wojnę, a nawet wysyłali anonimy zarzucając tchórzostwo. Z czasem jednak zrozumieli i uszanowali jego decyzję.

Poświęciłem na sport 11 lat. W tym okresie bez reszty wypełniał mi życie. Był na pierwszym miejscu. Osiągnąłem w tym czasie wszystko, co można było w sporcie osiągnąć – mistrzostwo Polski, mistrzostwo Europy, mistrzostwo olimpijskie. Co można było jeszcze osiągnąć? Najwyżej powtarzać! (…)”.

Po zakończeniu kariery podjął studia i ukończył Szkołę Główną Planowania i Statystyki w Warszawie. Ponownie łączył pracę w Zakładach Metalowych z innymi aktywnościami – tym razem ze szkoleniem pięściarzy miejscowej „Broni”. Po kolejnych ukończonych studiach trenerskich mistrz ringu zaangażowany został do prowadzenia pięściarzy utytułowanego Zagłębia Lubin, a następnie Gwardii Wrocław.

 

Filozof ringu

Postać Kazimierza Paździora w świecie boksu była tak ciekawa jak i kontrowersyjna. Bardzo wiele zawdzięczał swojej technice, która zyskiwała zarówno fanów jak i oponentów. Niektórzy uważali ją wręcz za inną, ciekawą – iniemożliwą do podrobienia.

To był bokser inny, z innego kalejdoskopu. Takich ludzi jak on nie dało się wsadzić w żadne ramy, w żaden szablon ani żadną szufladkę. Nie dało się go podporządkować – zaznacza Kulej – przyjaciel z dawnych lat. – Kaziu był człowiekiem o wyjątkowej wiedzy, nie do skopiowania”.

Znany dziennikarz Lucjan Olszewski pisał z kolei:

“Paździor wytworzył swoisty styl walki, oparty na własnych możliwościach i umiejętnościach, a także cechach charakteru. Nie bił się w ringu, nie dopuszczał do wymiany, bo nie była mu potrzebna. Jego boks był właśnie jakby filozoficzny, wydumany, wyrafinowany. Najpierw ważne było własne bezpieczeństwo, potem dopiero przeciwnik z jego rozlicznymi walorami”.

“Nigdy nie byłem efektownym pięściarzem. To moje boksowanie było po prostu inne, powiedziałbym robociarskie. Sposób walki, jaki obrałem, kosztował mnie początkowo dużo gorzkich chwil. Nie mogłem bowiem zdobyć uznania. Nawet wtedy, gdy zacząłem dorównywać rywalom i wygrywać z tymi z kadry. Mówiono: ‘Przestań walczyć jak paralityk, zmień styl, przestaw się na atak!’ A jednak moje wyszło na wierzch. Z tego, co twierdzili oponenci, jedno tylko było bliskie prawdy, a mianowicie to, że mój sposób prowadzenia walki bokserskiej paraliżował przeciwników. Nikt nie mógł mi narzucić swego stylu, każdy musiał się dostosować do mojego i prędzej czy później tracił nerwy, gubił się w akcjach. Dzięki temu osiągnąłem swoje sukcesy” – przytacza słowa Paździora Tadeusz Olszański w książce “Została Legenda”.

Kazimierz Paździor i Dariusz Michalczewski zdjęcie

Źródło: fakt.pl

 

Blaski i cienie codzienności

Kazimierz Paździor, jak wielokrotnie podkreślał, żył dla rodziny. Dla niej zdecydował się zakończyć swoją wielką, bokserską karierę. Życie jednak nie oszczędzało go. W styczniu 2009 roku spotkał go wielki, osobisty dramat – zmarł jego jedyny, wytęskniony, wyczekany i wymarzony syn – Dariusz, absolwent wrocławskiej AWF, który urodził się w roku olimpijskiego sukcesu taty. Kazimierz Paździor, w nieukojonym żalu zmarł rok po synu – 24 czerwca we Wrocławiu.

Zasłużony pięściarz wagi lekkiej dwukrotnie został odznaczony złotym Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe i Krzyżami: Kawalerskim i Oficerskim OOP.  Był także laureatem nagrody im. Aleksandra Rekszy. Na ludziach, z którymi trenował, robił niezwykłe wrażenie. Niesamowicie inteligentny, samodzielny, pogodny, ale też buntowniczy budził sympatię i szacunek. Taki też pozostanie na zawsze w naszej pamięci – polski mistrz boksu – filozof ringu!

 

Spodobał Ci się artykuł? Koniecznie zajrzyj na naszego bloga, gdzie znajdziesz więcej informacji z życia sportowego Wrocławia

Bądź zawsze na bieżąco!

Zapisz się do newslettera, otrzymuj wiadomości o nowych poradach oraz promocjach!

Podany adres e-mail został dodany do newslettera

Zapisz się