Pokaż wszystkie wpisy

Niesamowite postacie sportowego Wrocławia – cz.2 Marek Petrusewicz

Niesamowite postacie sportowego Wrocławia – cz.2 Marek Petrusewicz

Marek Petrusewicz

 

W części drugiej naszego cyklu przedstawimy Wam postać, której życiorys spokojnie mógłby posłużyć za scenariusz oscarowej biografii. Przed Wami – historia Marka Petrusewicza.

 

Niewinne początki

 

Marka Petrusewicza od najwcześniejszych lat pasjonowała woda. Jak sam wspominał, świetnie ją czuł. Kto wie, jak potoczyłoby się jego życie, gdyby nie przypadek.

“Wstyd się przyznawać, ale od czasu do czasu chodziliśmy z kolegami na wagary. Ponieważ nie zawsze było tak ciepło, że można było te wagary spędzać na dworze, więc wynaleźliśmy sobie basen.”

 

Tam przyuważył Marka i jego kolegów ich pierwszy trener – Józef Makowski. Po zaledwie paru treningach, Petrusewicz wziął udział w zawodach – miał wtedy 14 lat. Przyszły mistrz zajął w nich ostatnie miejsce.

 

Szybko jednak zaczęły przychodzić pierwsze sukcesy – wygrane okręgowe zawody i powołanie do reprezentacji Polski. Po zwycięstwie w międzynarodowych zawodach organizowanych w Warszawie i pobiciu rekordu Polski, prasa okrzyknęła go „Cudownym dzieckiem pływania”. Był rok 1950, a Marek miał zaledwie 16 lat.

 

 

Marek Petrusewicz wychodzi z wody po rekordzie

Źródło: http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/323657,marek-petrusewicz-najlepiej-czul-sie-pod-woda-sylwetka,id,t.html

Międzynarodowa kariera

 

W 1952r. zadebiutował na igrzyskach w Helsinkach, niestety zawiódł, tak jak zresztą cała kadra. Nikt nie potrafił zrozumieć co się stało – uzyskiwane przez Petrusewicza czasy przed olimpiadą predysponowały go do podium.

 

Z tamtych zawodów Marek zapamiętał jednak głównie wszechobecny dobrobyt, tak różny od szarej socjalistycznej rzeczywistości. Nie mógł pojąć jak to możliwe, że kraj będący po stronie przegranych, miał tak wiele do zaoferowania. Od tego czasu patrzył na komunizm inaczej, mocno się od niego dystansując – co wymiernie wpłynęło na jego losy.

 

 

Pierwszy polski rekordzista świata

 

Niewiele wskazywało na to, że rok 1953 stanie się przełomem w życiu Petrusewicza. Sezon rozpoczął fatalnie, zrywając ścięgna pod kolanem. Pod wpływem alkoholu postanowił zjechać ze skoczni w Karpaczu. Lekarze wróżyli mu wtedy koniec kariery – mimo to Marek Petrusewicz nie poddał się i w lipcu wrócił do pływania.

 

Tradycją tamtych czasów było składanie w Okręgowym Związku Pływackim zobowiązań na pierwszego maja. Bez konsultacji z Markiem, jego trener obiecał pobicie rekordu świata na 100 metrów stylem klasycznym, ku czci partii. Rozwścieczyło to Petrusewicza, który otwarcie demonstrował swoją niechęć do takich praktyk.

 

Ponieważ odważył się otwarcie wyrażać swoje niezadowolenie, został zawieszony w prawach ucznia, a w konsekwencji również w sekcji pływackiej. Nadal jednak ciężko trenował.

 

W końcu jednak stanął na starcie w Hali Miejskich Zakładów Kąpielowych przy ulicy Teatralnej. Jego ambicja sportowa wygrała z urażoną dumą. Miał płynąć sam – tylko on i jego marzenie.

 

„(…) Ja do pobicia tego rekordu świata szykowałem się właściwie całe życie. Muszę się przyznać – cały czas o tym marzyłem i to było dla mnie coś, po czym się wszystko zmieni.”

 

Udało się. 18.10.2017r. jako pierwszy Polak ustanowił rekord świata w stylu klasycznym na 100 metrów, czasem 1:10:9 minuty. Z dnia na dzień stał się narodowym bohaterem, pisały o nim wszystkie gazety, a fanki z całego kraju rozpaczliwie zaczęły walczyć o jego uwagę.

 

Unikalny styl Marka Petrusewicza

 

Petrusewicz miał niesamowitą pojemność płuc i wykorzystywał to w charakterystyczny sposób. Pierwsze trzy baseny płynął pod wodą, nabierając tchu tylko na nawrocie. Dopiero w trakcie czwartego basenu płynął nad wodą. Dzięki temu był w stanie osiągać niesamowite jak na tamte czasy rezultaty.

 

Tak o stylu Marka opowiada Przemysław Babiarz (zachęcamy zresztą do zapoznania się z całym materiałem)

 

Źródło: TVP Sport

 

W następnym roku udało mu się jeszcze raz pobić rekord świata na swoim koronnym dystansie 100 m stylem klasycznym (z czasem 1:09:8), a także wyrównać rekord na 200 m. Niestety oba wyniki nie zostały uznane, min. ze względu na przyczyny formalne – działacze sportowi po prostu zapomnieli o wysłaniu potwierdzenia na czas.

 

Niestety w 1956r. zakazano pływania pod wodą – co było jednym z czynników, które doprowadziły do sportowego upadku Petrusewicza.

 

Upadek

 

Mistrz wpadł w złe towarzystwo. Ze względu na to, że treningi kończył po 22 często jadał w barach, gdzie pełno było alkoholu. Petrusewicz był bardzo rozpoznawalny, a kobiety wręcz  lgnęły do niego – każdy chciał się napić z mistrzem. Pamiętajmy też, że w czasie bicia rekordu miał zaledwie 19 lat – w tym wieku wyjątkowo łatwo było zachłysnąć się sławą.

 

Nie podobało się to partii, z którą już wcześniej miał na pieńku. W 1958r. podczas wyjazdu Arkonii (w której wówczas trenował) do Rostowa , klub nie wystarał się o zgodę związku, nie zabrano też żadnego obserwatora z UB. Partia postanowiła wymierzyć karę, a jej celem stał się przede wszystkim butny Petrusewicz.

 

Żonatego już wówczas Marka oskarżono o gwałt na córce lokalnego burmistrza. Prasa zaczęła na niego nagonkę, ludzie pluli mu pod nogi. Niegdysiejszy bohater stał się pariasem. Odebrano mu też miłość i motor napędowy życia – pływanie. Został dożywotnio zdyskwalifikowany.

 

Aby się utrzymać rozpoczął pracę jako stoczniowiec w Szczecinie. Coraz częściej zaglądał na dno butelki, rozwiódł się z żoną i pogubił.

Niezłomny

 

W wieku 33 lat dowiedział się, że ma postępującą chorobę Buergera i konieczna będzie amputacja nogi. Dla Petrusewicza sport był całym życiem, a perspektywa inwalidztwa – koszmarem. Ciągle podpytywał lekarza, czy operacja jest naprawdę konieczna, wierzył że nagle pojawią się nowe metody leczenia.

 

W końcu nogę amputowano. Petrusewicz zamknął się w domu, zapijając smutki wódką. Jak sam mówił „najbardziej bałem się litości”. Z marazmu wyciągnął go dopiero Marek Sroczyński, trener kadry inwalidów. Namówił go do powrotu do treningów.

 

Z początku Petrusewicz nie chciał nawet wejść do wody. Siedział obok basenu i obserwował, z czasem jednak przełamał się. Wrócił do treningów i zaczął ponownie odnosić sukcesy. Został mistrzem polski na 50m stylem klasycznym na mistrzostwach Polski inwalidów.

 

Marek Petrusewicz na kanapie, czasy solidarności

Źródło: http://swiatwplaw.pl/2017/01/09/marek-petrusewicz-polski-rekordzista-swiata-plywanie/

Bohater Solidarności

 

Choć zawsze chciał ukończyć AWF, finalnie w 1979r. roku obronił pracę magisterską z prawa. W następnym roku zapisał się do Solidarności i został jedną z najważniejszych postaci lokalnej sceny politycznej.

 

Był bezkompromisowy, świetnie przemawiał, współpracował blisko min. z Kornelem Morawieckim. Po wybuchu stanu wojennego w 1981r. został internowany przez ZOMO. Fatalne warunki w których był przetrzymywany, przyczyniły się do nawrotu choroby i w konsekwencji amputacji drugiej nogi.

 

W 1986r. doznał wylewu, stracił głos. Pomimo pogarszającego się stanu zdrowia cały czas zachowywał optymizm i śledził wydarzenia polityczne. W końcu jednak, ze względu na braki postępów w leczeniu popadł w depresję i ponownie zamknął się w domu.  Zmarł 3 października 1992r.

 

Wypowiedzi Marka Petrusewicza pochodzą z dokumentu ,,Głębokie zanurzenie” Krystyny Melion. Całego wywiadu można posłuchać tutaj (gorąco polecamy).

 

Zachęcamy też do zapoznania się z cz.1 cyklu  czyli historią o Jerzym Klemplu.

Jeżeli tak jak my jesteś fanem sportu i chcesz poprawiać swoje umiejętności – nie czekaj i zarezerwuj ulubione obiekty sportowe tutaj.

Bądź zawsze na bieżąco!

Zapisz się do newslettera, otrzymuj wiadomości o nowych poradach oraz promocjach!

Podany adres e-mail został dodany do newslettera

Zapisz się