Pokaż wszystkie wpisy

Niesamowite postacie sportowego Wrocławia – cz.4 Oliwia Jabłońska

Niesamowite postacie sportowego Wrocławia – cz.4 Oliwia Jabłońska

Ma zaledwie 20 lat. Na koncie 2 medale Igrzysk Paraolimpijskich, oraz mnóstwo medali Mistrzostw Europy i Mistrzostw Świata, a także parę rekordów Świata i Europy. Jak przyznaje, sama już nie wie, ile krążków uzbierała w trakcie kariery. Poznajcie bliżej Oliwię Jabłońską – niesamowitego sportowca, ale też przede wszystkim normalną i uśmiechniętą dziewczynę.

 

Oliwia Jabłońska – wywiad

 

Jak mecz w Warszawie? Widziałem na Facebooku, że byłaś i kibicowałaś.

Szkoda tylko, że nie strzelili bramki. Ale fajna atmosfera, podoba mi się to kibicowanie. Byłam pierwszy raz na meczu reprezentacji, wcześniej chodziłam tylko na mecze Śląska. Dużo bardziej odpowiadał mi mecz w Warszawie, niż te, na których dotąd byłam. Narodowy też miałam okazję zobaczyć pierwszy raz. Jeżeli będę jeszcze miała kiedyś okazję tam pokibicować, to na pewno skorzystam.

 

W ostatnim wywiadzie, który z Tobą widziałem dla Sportowego Wrocławia, mówiłaś o tym, że się zbliża matura, a po niej chcesz iść na AWF. Jak to wszystko wypaliło?

 

Niestety nie zdałam matury z matmy (śmiech). Resztę mam zaliczoną. Teraz mam 5 lat na zaliczenie samej matematyki, ale chciałabym już w maju konkretnie do tego przysiąść.

 

Czyli cele na ten rok to rekord świata i zdanie matury?

Tak (śmiech). I potem dalej na AWF chcę iść, na sport.

 

Dalej pływanie?

Tak. Na razie siebie nigdzie indziej nie widzę.

 

Jak nastroje przed Meksykiem?

Zobaczymy jak będzie. Jestem dobrej myśli. Teraz szykuję się głównie na 400 m stylem dowolnym. Kiedyś moją koronną konkurencją było 100 m motylkiem, ale to już przeszłość. Dłuższe dystanse i pływanie tlenowe też dobrze wyglądają, więc musi być dobrze. Pytanie tylko jak to wszystko zagra, bo Meksyk jest ponad 2200 m nad poziom morza.

 

To też wpływa na warunki na basenie?

Tak. Byłam rok temu w Sierra Nevada, pierwszy tydzień był straszny. Zupełnie inaczej się pływało – samo wejście parę schodów do góry kończyłam zadyszką.

 

Oliwia Jabłońska Basen

Źródło: Archiwum Oliwii Jabłońskiej

Widziałem wywiad, w którym Twoja mama opowiada, że razem z Tobą codziennie wstaje i przygotowuje Ci wyprawkę.

Jest to dla mnie bardzo wygodne, bo ona robi mi śniadanie, a ja w tym czasie mogę szykować się do wyjścia, a także właściwie przygotować się do treningu.

 

Możesz nam opowiedzieć, kiedy zauważyłaś, że pływanie to jest Twoja pasja?

Na początku chodziłam na basen, żeby się rehabilitować. Tam uczyła mnie trenerka, która działała w klubie Start Wrocław – czyli tym, w którym nadal pływam. Od razu mówiła, że bardzo dobrze leżę na wodzie, ładnie to wszystko wygląda i widzi mnie jako pływaczkę. Zaproponowała mi zajęcia właśnie w Starcie Wrocław. Poszłam na trening i od razu mi się spodobało to, jak wszystko tam wygląda. Ludzie też byli bardzo fajni. No i tak już zostałam.

Kiedy to się stało moją pasją? Wydaje mi się, że od początku czułam, że to jest to. Czułam, że chcę to robić, bo kochałam wodę. Zresztą dalej tak mam.

W wieku 13 lat, pojechałam na MŚ juniorów i wygrałam 6 konkurencji. Przywiozłam 6 złotych medali i stwierdziłam, że to jest chyba to, co chcę robić w życiu. Później w 2011 roku, czyli jak miałam 14 lat, pojechałam na pierwsze ME i tam udało mi się zdobyć (nie udało mi się – zrobiłam to) brązowy medal. Tak mi mówi Pani psycholog, Joanna Budzis – nic się nie udaje – każdy to po prostu robi. Więc zrobiłam to – zdobyłam brązowy medal stylem dowolnym. No i później dostawałam się już na każdą większą imprezę (MŚ, ME lub Igrzyska). `

 

Chciałbym, żebyś też trochę opowiedziała o swojej chorobie. Jeśli to nie problem.

Od urodzenia jestem niepełnosprawna. Choruje na artygryporozę obwodową. Przeszłam w swoim życiu 3 operacje. Pierwszą miałam zaraz po urodzeniu, drugą jak miałam 3 latka, trzecią w wieku 7 lat. Te operacje polegały na wydłużaniu mi ścięgien Achillesa, ponieważ same nie rosną.

Dzięki tym operacjom lepiej chodzę. Lekarz mówił, że może czekać mnie kolejna operacja, kiedy przestanę rosnąć – czyli w sumie już – ale tylko jeśli będzie mi się źle poruszało. Albo jakby mnie bolały nogi. Ale na razie wszystko jest w porządku, więc myślę, że obędzie się bez tego. W końcu po operacji jest się na 6 miesięcy wyjętym z życia.

 

To stopuje też karierę?

Tak, więc musiałabym ją zrobić po jej zakończeniu.

 

Czy stan Twojego zdrowia mocno rzutuje na Twoje codzienne życie?

Nie, ja się czuję osobą pełnosprawną. Moi znajomi też mnie traktują normalnie. Wiadomo, że jak idziemy to poruszamy się trochę wolniej.

 

Ale jakbyście skoczyli na basen, to Ty byś pewnie musiała na nich czekać?

Tak, ja bym na nich czekała.

 

Oliwia Jabłońska RIO

Źródło: Archiwum Oliwii Jabłońskiej

Czytałem, że trenerzy określają Cię jako ambitną i pracowitą dziewczynę. Teraz pytanie – na ile to jest jakaś taka marketingowa ściema, a na ile jesteś dziewczyną, która naprawdę mocno pracuje?

Tak jak moja pierwsza trenerka stwierdziła, mam w sobie duży talent. Ale sam dar nie wystarczy, bo jak słyszałam to jest 1%, a 99% to jest ciężka praca.

 

I ew. parę procent to śniadania od mamy?

Tak (śmiech). Jak siebie sama oceniam, to wydaję mi się, że jestem bardzo ambitną i pracowitą osobą. Nie odpuszczam w ogóle treningów, mam 100% frekwencję. Nawet jak mam gorszy dzień, czy się nie wyśpię, zawsze idę na ten trening i staram się go zawsze możliwie najlepiej zrealizować. Wiadomo, bywają kryzysy. Są takie treningi, gdzie mam bombę, nie dam po prostu rady przepłynąć. Ale wtedy zazwyczaj razem z trenerami siadamy i myślimy co jest nie tak.

Wtedy odpoczywam, np. dwa dni. Oczywiście pływam, po prostu robię to luźniej. W skrócie, każdy trening staram się zrealizować w stu procentach.

 

Każdy jest przecież tylko człowiekiem.

Dokładnie. Ostatnio bardzo ciężko było mi się przestawić na to, że te mistrzostwa są dwa miesiące później [ze względu na trzęsienie ziemi w Meksyku – dopisek red.], ponieważ byłam nastawiona na konkretny termin, na 6 października – wtedy miałam mieć wyścig na 400 m.

 

Oliwia Jabłońska Zespół 

Źródło: Archiwum Oliwii Jabłońskiej

Wstawałaś rano i po prostu myślałaś, że 6 października to jest ten dzień?

Tak. Dowiedzieliśmy się w dzień przed wylotem, że zostajemy. Bilet na pociąg miałam kupiony, wszystko miałam załatwione. Szczerze, zareagowałam tak, że łzy mi poszły. Zastanawiałam się, co w ogóle będzie, dopóki nie porozmawiałam ze swoim trenerem. Nie wiedziałam, jak mam o tym wszystkim myśleć i czy uda nam się teraz przygotować dobrą formę. Tego dalej nie wiem, zobaczymy jak się tam poczuję.

 

Jak się czułaś po tym, jak dowiedziałaś się, że Twoje najgroźniejsze konkurentki się wycofały? Byłaś zawiedziona?

Trochę tak, bo zawsze jak jechałam na zawody, czułam się zafascynowana tym, że się mogę z nimi ścigać. Jak ich nie będzie wszystko będzie trochę takie… W każdym razie – zaczęłam pracować z psychologiem sportowym i wspólnie działamy nad tym, żebym się skupiła na wyniku, a nie na medalu. Cały czas walczę o rekord świata na 400 m stylem dowolnym i to jest teraz najważniejsze.

 

A jak przebiega współpraca z nowym trenerem? Czujesz te nowe bodźce, o których mówiłaś?

Tak, mój trening zmienił się zupełnie. Moi trenerzy zajmują się zazwyczaj osobami pełnosprawnymi, więc sposób w jaki trenuję też wygląda inaczej. Pływam dużo więcej i dużo ciężej. Poprawiłam swój wynik na 400 m stylem dowolnym o 3s w pół roku, to jest bardzo dobre osiągnięcie. Dzięki temu jestem zmotywowana, żeby działać dalej. Czasem jest ciężko, bo pływam sama, nie mam swojej grupy treningowej. Normalnie zawsze miałabym do kogo się odezwać, do kogo pomarudzić. Teraz narzekam swoim trenerom, co ich trochę wkurza (śmiech).

 

Niesamowite, bo z tego co czytałem, miałaś 12 lat, jak już startowałaś z seniorami?

Możliwe.

 

Nie pamiętasz już? Tyle sukcesów (śmiech). Z tego co czytałem w wieku 12 lat zdążyłaś już zdobyć brązowy medal w zawodach seniorskich.

To był 2009 rok? Całkiem możliwe…

 

Jeśli jesteśmy już przy medalach – ile ich masz? Liczysz jeszcze w ogóle, czy przychodzisz do domu, rzucasz na kupę następny i jedziesz dalej (śmiech)?

No mam tam wszystkie medale w jednym miejscu, ale szczerze mówiąc, nigdy ich nie policzyłam.

 

Ale dużo ich jest?

Tak, bardzo dużo. Cały worek.

 

Oliwia Jabłońska Medal

Źródło: Polski Komitet Paraolimpijski

Który jest najcenniejszy?

Najcenniejszy jest chyba ten z Londynu [2012r. – srebro na Igrzyskach – dop. redakcji]. Chociaż w sumie w 2014 roku zdobyłam złoty medal na ME seniorów. Wtedy pamiętam, że strasznie fajnie się poczułam jak weszłam na podium, no bo Mazurka Dąbrowskiego usłyszeć…

 

Jakie to jest w ogóle uczucie?

Właśnie niesamowite, nie do opisania. Wiem, że praca, którą wykonywałam, to codzienne poranne wstawanie nie poszło na marne. Najbardziej motywują mnie do pracy chyba życiowe rekordy, które zdobywam na zawodach. Dzięki temu wiem, że to wszystko było po coś.

 

Jak to jest być 15- latką, która zdobywa drugą najcenniejszą nagrodę w swojej kategorii? Czy czułaś w pełni jak duży sukces udało Ci się wtedy osiągnąć?

Szczerze – nie. Ja miałam wtedy 15 lat, byłam jeszcze dzieckiem. Można powiedzieć, że nie wiedziałam wtedy jeszcze do końca co to są Igrzyska. Gdy wyszłam z basenu i wróciłam do Wrocławia – w zasadzie dopiero wtedy zrozumiałam, co osiągnęłam. Zaczęły się te wszystkie spotkania z prezydentem i marszałkiem. Zaczęłam jeździć po szkołach, opowiadać o Olimpiadzie dzieciom – dzieciom! – a przecież w zasadzie sama byłam jeszcze dzieckiem (śmiech). Wtedy dopiero dotarło do mnie, co tak naprawdę osiągnęłam.

 

Chciałem jeszcze zapytać, o to, kto Cię w tych codziennych wysiłkach wspiera. Mama, czy może jakieś inne bliskie grono?

Na pewno najbardziej wspierają mnie moi trenerzy – Beata Pożarowszczyk i Sławomir Kuczko, którzy razem ze mną wstają co rano. Są ze mną w tych dobrych i złych chwilach.

 

Na przykład, kiedy narzekasz?

Tak (śmiech), na przykład. Na pewno też moja najbliższa rodzina, moja mama, która wstaje ze mną o 5 oraz babcia, która gotuje mi obiady. Wszystko po to, żebym mogła się wyspać przed drugim treningiem. No i oczywiście znajomi, którzy mnie motywują. Zawsze potrafią coś takiego powiedzieć co po prostu… dzięki czemu wstaję rano naładowana na kolejny trening. Ale na pewno mama i trenerzy, naprawdę wiele im zawdzięczam.

 

Rozumiem. Chciałem Ci jeszcze pogratulować rekordu świata na 800 m. 7 lipca, tak?

Tak jest. 7.07.2017.

 

To jest Twój pierwszy rekord świata?

Tak.

 

Jakie to uczucie?

Oj, no niesamowite. Pobiłam rekord świata aż o 11 sekund w mojej kategorii S10. Niestety 800 m stylem dowolnym jest konkurencją, której nie ma u nas na MŚ, ME i Igrzyskach. Trochę to boli, bo jak już mam rekord świata, to mogłabym dobre miejsce zająć na tych dystansach w trakcie zawodów.

Natomiast sam fakt, że jestem najlepsza na tym dystansie, jest super. Marzy mi się jeszcze rekord świata na 400 m, teraz jest to moja koronna konkurencja. Ostatnio na zawodach zabrakło mi 0,04 sekundy do rekordu Europy. Cały czas pracuję nad osiągnięciem tego celu. Wcześniej udało mi się jeszcze zdobyć rekord Europy na 100 m stylem motylkowym. Ale tak szczerze, chyba nie ucieszył mnie aż tak jak rekord świata.

 

Czyli co? Meksyk, 400 m stylem dowolnym, siódmego grudnia – rekord świata? Zdobędziesz? Nie „uda” Ci się, tylko zdobędziesz?

Tak.

 

Przyjmujemy deklarację, jest zapisana. Nie wymigasz już się.

(śmiech)

 

Dziękuję Ci za wywiad. Na koniec chciałbym Ci w imieniu własnym, RezerwujSport i całego Wrocławia, serdecznie życzyć wymarzonego rekordu świata i medalu. Deklaracja została złożona, więc nie masz już innego wyjścia. No i wszystkiego dobrego w karierze sportowej i naukowej.

Dziękuję.

 

Spodobał Ci się artykuł? Sprawdź resztę na naszym blogu.

Chcesz poprawić swoje wyniki? A może po prostu lubisz się ruszać? Zarezerwuj ulubiony obiekt sportowy w naszym serwisie.

Bądź zawsze na bieżąco!

Zapisz się do newslettera, otrzymuj wiadomości o nowych poradach oraz promocjach!

Podany adres e-mail został dodany do newslettera

Zapisz się